piątek, 19 czerwca 2009

Jak się napić, czyli "nie jestem cholernym hipi!"

O piwie będzie. W Budapeszcie (i pewnie na całych Węgrzech) można pić alkohol legalnie w miejscach publicznych. W sumie nie wiadomo na 100% czy takie jest prawo, ale w każdym razie tak pokazuje codzienna praktyka. Nie trzeba się więc ukrywać po bramach i przelewać piwa do butelek po pepsi. Można jak "ludź" napić się na ulicy. Węgry to taki śmieszny kraj, w którym mimo widocznych na każdym kraju kontrolerów tak naprawdę sprawdza się tylko bilety i to jeszcze pobieżnie. Dochodzi nawet do takich sytuacji, że niektórzy jeżdżąc na rowerze trzymają w jednej ręce trunek, a w drugiej kierownicę, ale ja tego akurat nie pochwalam. W każdym razie nikt nie odbiera tu za to prawa jazdy ani nie trzeba płacić kolegium. Z tej swobody obyczajowej wynikają czasem prześmieszne sytuacje. Wprost pachnące karykaturą. Można na przykład wypić piwo siedząc na schodach opery. A tutaj do opery ludzie potrafią się wystroić tak, że na sam widok z wrażenia robi się słabo. Pięknie i połyskliwie. No i mogą sobie tacy dostojni ludzie schodzić po schodach obok pijących piwo. No cóż, przecież każdy chce czasem liznąć trochę kultury. Nawet jeśli będzie ona o smaku chmielu, to przecież prawie w operze, a to się liczy. Oprócz złotego trunku można skosztować trochę "etykiety" na przykład takiej: kto kupuje piwo w supermarkecie jak idzie na imprezę jest wg Amandy "cholernym hipi", a kto je spożywa na ulicy może stać się nawet "punkiem". Popełniliśmy nawet parę razy taki mały grzeszek. Ale możemy to zawsze zwalić na couch surferów, którzy nie dość, że nic nie robią tylko się po świecie włóczą, to jeszcze ten świat demoralizują. A fe!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz