Byłam, owszem. Ale chyba BP to jedyne miejsce na świecie, gdzie trzeba płacić. I to 1300 Ft. No cóż zapłaciłam. Raz się żyje. Polecam dom terroru - jedno z najlepiej "zrobionych" muzeów, jakie widziałam w życiu. Muzeum znajduje się przy alei Andrássy'ego 60, w dawnej kwaterze głównej Strzałokrzyżowców oraz siedzibie stalinowskiej policji politycznej ÁVH. Stanowi jednocześnie pomnik ofiar totalitaryzmu na Węgrzech i bohaterów rewolucji 1956 roku. Spędziłam tam prawie 2godziny, nie dlatego, że aż tyle było do oglądania, ale po prostu tak wolno można się było poruszać robiąc zaledwie tip topy. Tyle było ludu. Zaczyna się od ostaniego piętra, a potem schodzi w dół, gdzie znajdują sie lochy. Robi olbrzymie wrażenie. Jest też wystawa stała o Katyniu, którą trzeba oglądać w ciszy. I byłam zszokowana, że ludzie czytali wszystkie teksty, a było tego sporo! Potem szybko pobiegłam do Műcsarnok muzeum sztuki współczesnej. Bardzo interaktywne i przez to arcyciekawe:) Okazało się, że musiałam pracować w sobotę o 22, więc zwiedziłam także muzeum na zamku. Zofi miało swoje stoisko w bibliotece i reklamowało swój projekt "Budapest korzo" - chcą, żeby niektóre ulice miasta były wolne od samochodów w weekendy. Kampania ta bardzo ambitna na razie polega na zbieraniu podpisów. Za dużo się nie napracowałam, ale zrobiłam parę zdjęć dla potomnych:)
-

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz