-
niedziela, 10 maja 2009
outdoor zakończony:)
No i skończyło się! 3 dni życia w totalnej wolności gdzieś na Węgrzech. Region Nógrad, okolice Hollokő. Bez pieniędzy, jedzenia, szczoteczki do zębów i dachu nad głową, za to w żółtych odblaskowych kamizelkach i w pięcioosobowych drużynach. Nie ma co ukrywać, było ciekawie. Zwłaszcza jak trzeba było dogadać się z Węgrami w moim łamanym węgierskim. No ale ku mojemu zdumieniu udało się i ani razu nie spaliśmy pod gołym niebem, za to zawsze u dobrych ludzi o wielkim sercu. Po drodze wykonywalismy różne szalone zadania - jak adopcja konia, malowanie sławojki, chodzenie w butach farmera czy przekonanie ludzi żeby zaśpiewali z nami w pięćdziesięciosoobowym chórze. Wszystko to część szkolenia "learning to participate", które głównie skupiać się ma na rozwoju osobistym. Dla mnie raczej to żadna nowość, żeby widzieć siebie jako "opportunity", no ale przynajmniej super ludzie i czasem ciekawe zadania. A co najważniejsze za darmo, bo zapłaci za to wszystko moja organizacja goszcząca. Nie ma co - żyć, nie umierać!. Najciekawsze jednak są zwyczaje pranujące w Hollokő - malowniczej wiosce w paśmie Matry, wpisanej na listę UNESCO. Otóż do kościoła w niedzielny poranek pędzą rzesze starszych pań, ubranych od stóp do głów na czarno, w dłoniach trzymając książeczkę do nabożeństwa oraz różaniec. Dziś w ich towarzstwie podążały kolorowo ubrane niby cukrowe Panie wzięte żywcem z muzeum etnograficznego. Wkrótce zdjęcia;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz