No już się prawie skończyło, no przynajmniej dla chłopaków z Azerbejdżanu, którzy jutro rano wyjeżdżają z Hollokő. Dziś miłosiernym gestem organizatorów można było odespać trudy outdooru i wstać o 10! No przynajmniej w teorii, bo niekoniecznie jak się ma współkolatorki z Serbii, które już rano zaczynają spory w swoim pięknym języku. No i oczywiście przez swoje nie do końca wyspanie rozpaprałam na podłodze kefir - czyli cała ja, nie ma co! No i raczej nie dane nam było odpocząć, bo główne zadanie dnia polegało na szalonym dwugodzinnym tańcu. Wtedy zrozumiałam co to jest być homo melodicus. Prawdziwy homo melodicus nie tańczy do każdej piosenki. A już na pewno nie tańczy z przyjemnością. Zatańczyłam jednak na swoje 50% tak, żeby wyglądało na 100% - ma się ten dar:) Z objawień duchowych uderzyło mnie dziś, że nawet taniec do kiepskiej piosenki może być modlitwą jeśli się tylko chce.
-

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz