poniedziałek, 18 maja 2009

Living Library





Udało się. Na wariackich papierach, ale jednak można zrobić coś fajnego na nawet na niezbyt udanym festivalu. Mowa tu o Magdi Festival, który odbył sie 16 maja na Tavaszmezo utca w 8 dzielnicy Budapesztu, a który organizowała moja organizacja. W sumie warto zadać sobie pytanie czy zorganizowała. Ludzi jak na lekarstwo było - co można zobaczyć na zdjęciach. Jednak żywa biblioteka okazała się udanym strzałem. Wszystko dzięki współpracy dream team - Orsi, Tunde i mnie:). Co prawda w sobotę rano czułam się jakbym pracowala w drukarni siedząc za kompem i produkując ulotki, naklejki, strzałki etc. Jednak podniosłam swój problem-solving o 100% rozwiązując problemy z drukowaniem po wegiersku (bladego pojęcia nie mam jak, coś tam poklikałam i zadziałało). Mnie się udało, a jak to możliwe, że Węgrzy w swoim języku nie umieli? Albo ja jestem geniuszem, albo z tym krajem coś nie bardzo. W każdym razie zawisł baner nad bramą do Roma Parlament, na którego podwórku odbywała sie żywa biblioteka. W żywej bibliotece zamiast książek "wypożycza" się ludzi, którzy uosabiają jakieś stereotypy na max godzinę. Można sobie z nimi szczerze pogadać etc. Nasze książki to: ex-ksiądz - kiedyś wędrujący z Romami, potem wystąpił z Kościoła, ale nadal może udzielać sakramentów społeczności romskiej (nie mam pojęcia dlaczego); lesbijka, feministka, ex-drugger, i uchodźca z Afganistanu - który okazal się hitem:) Super fajny chłopak naprawdę pragnący szczęscia dla swojego kraju - no i po co się tam pchają Polscy żołnieże? To i tak nic nie pomoże. 4 godziny, 20 czytelników. Byliśmy z siebie dumni.

4 komentarze:

  1. cieszę się z Twojego sukcesy, a co do poprzedniego posta - widelców nie widziałaś? bo ja mam tylko dwa co jest od początku mego EVSu udręką dla mnie :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. było powiedzieć by się coś znalazło:P

    OdpowiedzUsuń
  3. co mam powiedzieć :P zostałem pominięty w tym zapierającym dech w piersiach opisie :D nic to że dałem pomysł na kolory dla kilku domów :) nic to że rozkręciłem rozmowę z Sizilem :) nic to że trenowałem mięśnie w zawodach krzesełkowych :D nic to, że rozklejałem, przycinałem, kserowałem i naprawiałem :P No nic to LL to na prawdę bardzo [naprawdę BARDZO!!!] ciekawe przedsięwzięcie i to nie dlatego, że coś w nim robiłem ale pomysł na takie rozwiązywanie problemów ze swoimi/ lub obcymi stereotypami to przednia sprawa

    OdpowiedzUsuń
  4. Mięśnie u mężczyzny są ciałem pożądanym, więc nie rozumiem tych narzekań;) Przycinanie i kserowanie przyda się Panu w przyszłej pracy zapewne urzędnika. Była to więc działalność szalenie użyteczna:P

    OdpowiedzUsuń