poniedziałek, 18 maja 2009

Szperactwo - mój sukces:)












Oto, co wyszperałam w budapesztańskim raju dla szperaczy: wieszaki plastikowe białe z żołtymi śladami od starości- sztuk 5; wiadro czerwone, trochę zużyte, choć niedziurawe - nada się do mycia podłogi; nosidełko (?) do piwa plastikowe, czerwone, na 6 butelek - dla jednego znajomego, co by mial chociaż jedną rękę wolną jak na imprezę idzie. Tym razem w 7 dzielnicy, czyli dosłownie i w przenośni pod moim domem, ludziska wyrzucili na ulicę, co w domu im zbywało. A czasem wyrzucają naprawdę niezle rzeczy. Tak więc wyrzucenie to tylko pierwszy krok. Drugi, to leżenie. Na ulicy przez caly dzień i całą noc. Trzeci to właśnie szperanie- wtedy armie szperaczy, pod osłoną nocy - ci bardzej strachliwi; albo w świetle dnia- z obstawą iście mafijną siadają na dopiero co wyrzuconych krzesłach koło sterty śmieci i czekają. Czekają na furgonetkę. W międzyczasie srogim wzrokiem ogdaniają potencjalnych konkurentów do zdobyczy. Czego tam nie ma - meble wszelkiej maści - przeważnie w super stanie, fotele, telewizory, komputery, książki, suszarki do naczyń lampy. Raz nawet fotepian widziałam. Ciekawy to zwyczaj nieopisany jeszcze przez antropologów. Tak więc kiedy w mieszkaniu nie masz mebli wystarczy jedna noc, a z pucybuta staniesz się milionerem.

3 komentarze:

  1. widzicie??? widzicie?? mój monitor wreszcie chciał wyjść na spacer :) dobry monitorek :P

    OdpowiedzUsuń
  2. dżi!!! zapomniałem mojego 6-butelkowca Paulnera ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. no właśnie!!! leży i zmarszczek nabiera w mojej kuchni:P

    OdpowiedzUsuń